Na kolejny, czwarty film od Cayenne Project – ‚Cuadro’, musieliśmy czekać aż 2 lata. Czy było warto? Naszym zdaniem tak, jak najbardziej. Zapraszamy do lektury.

Arci:

Zacznijmy od tego, że (podobno) ostatnia produkcja, goszcząca zresztą niedawno na naszych łamach, czyli Formosa, sprzedała się mocno poniżej oczekiwań. Następny film stanął więc pod znakiem zapytania, jednak jak się okazało, ekipa zacisnęła zęby i zaplanowała jak gdyby nic kolejny trip. Wybór padł na Meksyk. Na wstępie warto zaznaczyć, że przez pierwsze dwie godziny nie dało się kupić filmu, ponieważ padł serwer. Tak, nie przesłyszeliście się: w 2020 roku podczas premiery rolkowego filmu padł serwer. Kurde, jak to nie jest oznaką roku rolek, to nie wiem co innego może nią być. Propsy dla twórców za najlepszą reklamę jaką można było zrobić produkcji, czyli udostępnienie online w krótkim odstępie czasu dwóch ostatnich części Cayenne. Good job.

Na dzień dobry wita nas bardzo fajne introduction opisujące początki całego projektu. Dowiadujemy się czym jest Cayenne, oraz gdzie narodził się pomysł (spoiler alert: Roskilde Festival, wszystko można zobaczyć w pierwszym, oryginalnym „Cayenne Project’’). Pozostając przy duńskim Roskilde, czyli takim naszym Openerze do potęgi 4 – w każdym soundtracku daje się odczuć, gdzie nasza śmietanka się poznała i w jakiej muzyce gustuje. W Cuadro muzycznie jest jakoś spokojniej, w porównaniu z ostatnimi odsłonami, ale dalej ciekawie. Bardzo możliwe, że wpływ na to miał kraj w którym się znaleźli, czyli ww. Meksyk. Swoją drogą Meksykanie wydają się max wychillowanym i w porządku narodem. Pełna wyluzka, wolniejszy tryb życia i przede wszystkim JARANIE SIĘ rolkami. Na filmie widzimy kilkukrotnie jak podjarany tłum ludzi podziwia jazdę chłopaków, a nawet udostępnia swoje prywatne posesje bez żadnych problemów. Totalna odwrotność tego, co mogliśmy zobaczyć w wykonaniu Tajwańczyków w Formosie. Najbardziej zapadła mi w pamięć scena na targowisku, gdzie Chris Smith walczył z dupnym murem przy aplauzie ogromnej publiczności, która wyśmiewała każdego randoma, który śmiał wejść na schody i przeszkadzał naszemu rudemu mistrzowi z Atlanty w wykonaniu swojego triku. Wyobraźcie sobie jakby Polacy tak reagowali na naszą jazdę. Piękna sprawa. Widać też, że w tamtejszym kraju scena inline jest dosyć spora, mimo małej dostępności sprzętu.

Jeśli chodzi o występy poszczególnych rolkarzy to pozwolę zacząć sobie od Chrisa Farmera. To niezmiennie od lat mój ulubiony rolkarz. Zaczynając jeździć w 2003 ściągałem z Emule przez raczkujący jeszcze w Polsce internet z modemu, film Deniala z 2002 r. Understimated (btw. wtedy ściągnięcie pliku 700 mb zajmowało 2 tygodnie). Tam zobaczyłem go po raz pierwszy, pierwsza sekwa w filmie, na nogach TRS’y. Naprawdę ciężko jest opisać uczucie, kiedy 17 lat później widzicie swojego idola, który nie dość, że dalej jeździ, to jeszcze dalej miażdży i dalej jest w top 10 (imo). Poza tym kurde, wystarczy spojrzeć na niego, to jest złoto. Co do reszty ekipy: Sizemore ma kolana ze stali i ma chyba najwięcej trików, niestety Richiego jest jak na lekarstwo. Za to Carston wraca po kontuzji i nie próżnuje. Najmłodszy w ekipie, a dorównuje najlepszym – backslide do walla to poezja. Wagner na pełnej pecie pokazuje na co go stać, chociaż w Polsce zostanie chyba bardziej zapamiętany jako ten, który wdał się w namiętny romans z córką jednego z byłych czołowych polskich rajdowców, na jednym z Baltic Games. Joe’go bardzo dobrze zobaczyć znowu na streecie, w końcu to obecny mistrz świata i udowadnia nam dlaczego nim jest. Mało mi było też Chrisa Smitha i Scotta, ale wybaczam. Wszyscy i tak robią najlepszą robotę.

Sam film jak wcześniejsze produkcje zleciał mi błyskawicznie i odrazu pojawiła się chęć ponownego wciśnięcia play (mimo prawie 40 minut), a to w obecnych czasach dużo znaczy. Bez bicia przyznam, że jestem ogromnym fanem całego projektu i kocham Cayenne, bo są to rolki w najczystszej postaci. PRO level na każdym poziomie. Team, triki, zdjęcia i montaż. Nie ma w tym momencie (może obok Them) podobnej ekipy którą można by wspierać, ba – trzeba ich wspierać. Wydaję mi się, że jest to precedens na skalę światową: najlepszy obecnie team rolkarzy na świecie, który nie otrzymuje pieniędzy na podróże itd. sam mota sobie na lewo i prawo hajs, aby odwiedzić kolejne miejsce i zgrać z niego materiał, żeby finalnie wypuścić kolejny film. How cool is that. Panowie i Panie. Cayenne Project musi być przez rolkarzy wspierany. Pamiętajcie, że istnienie tego projektu zależy tylko od nas. Na koniec dodam tylko, że w dobie obecnej pandemii, jest to jeden niewielu filmów, który umilił nam ten fatalny rok. Doceńmy to. #FUCK2020

Majkel:

Jednym zdaniem: genialna jazda ponad podziałami na brandy, narodowość czy cokolwiek innego. 

Dla mnie najbardziej imponującym elementem filmu są „masakry” na streecie, podczas których tłumy przechodniów obserwują chłopaków w akcji. Jako rider i jednocześnie nagrywający na streecie, sam mogę potwierdzić, że obecność gapiów czasem potrafi zdefić, albo wręcz przeciwnie – zmotywować. Widać, że goście z Cayenne potrafią się wyluzować, porwać tłum i przekuć te momenty w total win situation. Wszystko tylko potwierdza ich 100% profesjonalizm. 

W tej odsłonie nie zobaczyliśmy stałego bywalca filmów Cayenne Project – Josha Głowickiego, ale akurat ocena warstwy odzieżowej pod tym kątem prawdopodobnie tylko zyskała. Wszyscy wiemy na jakie wygłupy (z shortami i legginsami w roli głównej) potrafi zdecydować się Josh.

Modowo – zdecydowany win dla Joe oraz wicemistrzostwo dla Chrisa. Trikowo, moi ulubieńcy David i Joe, ale ani trochę nie umniejszam nikomu jeżdżącemu, bo poziom jest ultra wysoki. Kreatywność i hammery, wszystko na pełnej „piździe” i stylówie. 

Czy warto? Mega warto zainwestować monetę w ten projekt, nawet jeśli może Wam się to wydawać za dużo. Taki zakup to realne wsparcie dla Waszych ulubionych pro! Nie masz? Zrzuć się ziomalami (ale nie przesadzajmy, więcej potrafi się wydać na głupoty, melku itp.) – konkretna długość filmu, nazwiska, które dowożą sam konkret oraz montaż i nagrywka w jakości, której nie zapewnią Wam serwisy streamingowe (ogólnie to zawsze kolejny punkt dla którego warto kupować skate’owe VOD). Na koniec turbo plus za mniej gadki, a więcej lifestyle’u. Kocham to!

Olej:

Zdecydowanie moja ulubiona część całej serii. W poprzednich odcinkach zdarzyło się chłopakom przynudzić narracjami. W tym roku na szczęście tego nie ma, mam nadzieje że chłopaki już na dobre zauważyli, że obraz potrafi przedstawić więcej niż gadające głowy. Film bardzo ładnie oddaje klimat Meksyku, przypadkowi ludzie, którzy towarzyszyli nagraniom, wszędobylskie tłumy gapiów oraz miejscowi rolkarze, lepiej pokazują kulturę niż Cejrowski na bosaka. Co do jazdy – jest super. Najaktywniejszy zdecydowanie jest David, najmniej niestety Richie. Triki to praktycznie same penery, nie ma tu za dużo wciskania średniaków. Co ważne triki są tak ładnie nagrane, że chyba pod tym względem ekipa Cayenne nie ma konkurencji w naszym półświatku – trochę filmowo, ale bez nadęcia. Montaż 10/10.

Jeżeli jeszcze się zastanawiacie nad zakupem tego filmu, to z całą pewnością możecie przestać. Ten film to jest prawdziwa „produkcja” – dobrze zaplanowana, zrealizowana, a przy tym wszystkim udało się nie zgubić mistrzowskiego klimatu gdzieś po drodze. Jeżeli za coś warto zapłacić, to zdecydowanie właśnie za ten film.

Cuadro znajdziecie na stronie Cayenne Project za niecałe 90 zł. Oprócz filmu, możecie także kupić album dokumentujący tour.